|
Jest takie zdanie, które w ochronie zdrowia brzmi niewinnie. Czasem nawet rozsądnie.
„Poczekajmy jeszcze”.
Wypowiedziane w środku dyżuru, przy pacjencie, którego stan nie wygląda jeszcze dramatycznie, może wydawać się decyzją ostrożną. Jeszcze nie alarm. Jeszcze nie OIT. Jeszcze tylko obserwacja.
Ale właśnie w tym „jeszcze” bardzo często zaczyna się ryzyko.
Bo jeżeli pacjent ma narastającą duszność, spadającą saturację, gorączkę i pogarszające się parametry, to sama obserwacja przestaje wystarczać. Potrzebna jest decyzja. A potem ślad tej decyzji w dokumentacji.
Na SerwisZOZ.pl opisujemy case 67-letniego pacjenta przyjętego na oddział internistyczny z zapaleniem płuc. Początkowo stan stabilny. Leczenie wdrożone. Parametry monitorowane. W trzeciej dobie pojawiają się jednak sygnały pogorszenia: wzrost temperatury, przyspieszony oddech, spadek saturacji. Pielęgniarka odnotowuje je w karcie obserwacji.
I na tym właściwie kończy się widoczna w dokumentacji reakcja.
Dalej nie ma wpisu lekarskiego odnoszącego się do zmiany parametrów. Nie ma jasnej decyzji, dlaczego wystarczy dalsza obserwacja. Nie ma udokumentowanej ponownej oceny pacjenta po zgłoszeniu nasilającej się duszności. Rano pacjent trafia na OIT, a rodzina składa skargę.
To nie jest tekst o tym, że każde pogorszenie stanu pacjenta oznacza błąd medyczny. Nie oznacza. W medycynie są sytuacje, których nie da się uniknąć, nawet przy prawidłowym leczeniu. To jest tekst o luce między obserwacją a decyzją.
Jeżeli dokumentacja pokazuje, że personel widział niepokojące objawy, ale nie pokazuje, kto je przeanalizował, jaką decyzję podjął i dlaczego odroczono interwencję, placówka zostaje z bardzo trudnym pytaniem: czy rzeczywiście zapewniła pacjentowi należytą staranność?
Dlatego ten case warto potraktować jako test dla własnej organizacji pracy.
W artykule nie poprzestajemy na samym opisie zdarzenia. Nasz ekspert szczegółowo omawia, jak zapobiec podobnym błędom w placówce medycznej, wskazuje minimum wdrożeniowe, które placówka powinna uporządkować od razu, oraz przygotowuje praktyczną część „Co sprawdzić jutro rano” – listę kontrolną dla kierownika placówki. Czytaj dalej »
To właśnie ten element jest najważniejszy: nie tylko pokazujemy ryzyko, ale przekładamy je na konkretne decyzje organizacyjne, dokumentacyjne i proceduralne.
Przeczytaj: Pogorszenie stanu pacjenta bez reakcji – kiedy „poczekajmy do rana” staje się ryzykiem prawnym
Po lekturze warto od razu sprawdzić, czy dokumentacja w placówce rzeczywiście zabezpiecza proces decyzyjny.
Pomogą w tym praktyczne narzędzia – polecam praktyczne listy kontrolne i procedury:
Warto zajrzeć również do naszego drugiego serwisu, Dokmed24.pl, gdzie zebraliśmy wzory dokumentów dotyczących błędów medycznych.
To przydatne wsparcie szczególnie wtedy, gdy placówka musi uporządkować dokumentację zdarzenia, przygotować wyjaśnienia albo przeanalizować proces postępowania po skardze pacjenta lub jego rodziny.
Bo w takich sprawach dokumentacja nie jest tylko formalnością. Jest pamięcią placówki. Pokazuje, czy pacjent był nie tylko obserwowany, ale rzeczywiście prowadzony, decyzja po decyzji.
Pozdrawiam serdecznie!
 |
Angelika Zdankiewicz-Staniszkis
Redaktor prowadząca
|
|